1

Trzy rzeczy, które dała mi własna firma

W ubiegłą sobotę minęło dokładnie 12 lat od powstania Enzo. I tym samym 12 lat jak zostałem przedsiębiorcą. W związku z małym świętowaniem “okrągłej rocznicy powstania zakładu” nasunęły mi się trzy refleksje, którymi chciałbym się z Wami podzielić.

Nigdy nie byłem na klasycznej rekrutacji, ale…

Enzo założyliśmy gdy byłem na V roku studiów. Przejście od wiedzy teoretycznej (i bardzo niepraktycznej) do praktyki nastąpiło płynnie. Ostatnio uświadomiłem sobie, że nigdy nie byłem na takiej klasycznej rozmowie kwalifikacyjnej o pracę. Paradoksalnie jednak chodzę na nie regularnie – do potencjalnych Klientów. Tak samo muszę się dobrze „sprzedać” i udowodnić, że umiejętności moje i mojego zespołu są tym, czego Klient aktualnie poszukuje. Czasem taki proces jest dwu, trzy a nawet czteroetapowy. Jak klasyczna rekrutacja, z tą różnicą, że na końcu nie ma etatu. Za to jest ogromna satysfakcja, gdy zdobędzie się kolejny kontrakt. 

Mam kilkunastu szefów

Załóż własną firmę i bądź dla siebie szefem – to jedno z popularniejszych haseł zachęcających do pracy na własny rachunek. To prawda, nie mam szefa nad sobą – mam ich zawsze kilkunastu. To moi Klienci. Jeśli nie zaspokoję ich potrzeb i nie udowodnię swoją pracą, że nadal potrzebują mojego wsparcia, to mnie zwolnią. Bez odprawy i trzynastek. Różnią się przy tym osobowością, reprezentują różne branże i mają różne doświadczenia życiowe. Dzięki temu dużo się można od nich nauczyć. Nawet bardzo dużo. 

Pracuję ile chcę, gdzie chcę i z kim chcę

Bardzo cenię sobie elastyczność. Jeśli mam więcej pracy to pracuję więcej. Jeśli akurat mam mniej projektów to pracuję mniej. Proste. Pozostały czas mogę wtedy wypełnić na rozwijanie własnego projektu, doszlifowanie prezentacji sprzedażowej czy przygotowanie wpisu na bloga. Albo na pojechanie do lasu lub w góry, żeby “naostrzyć piłę”. Nie muszę siedzieć od 7 do 15 bo tak mam wpisane w umowie. Nawet nie muszę przyjeżdżać do biura, bo mogę pracować w kawiarni albo Polskim Busie.

Cenię sobie także to, że mogę dobrać do projektu osoby, z którymi dobrze mi się współpracuje i wiem, że wspólnie stworzymy coś wartościowego dla Klienta. Mogę zdecydować, czy w ogóle podjąć się danego projektu, czy nie. Na klasycznym etacie mógłbym pomarzyć o takiej wolności. 

Wnioski

Dziś wiem, że doświadczenia związanego z prowadzeniem własnego biznesu nie zamieniłbym na nic innego. To najlepsze i jednocześnie najdroższe studia MBA na rynku. A wszystkim, którzy poważnie rozważają ucieczkę z etatu i przejście na „swoje” polecam rozpocząć od dwóch poniższych punktów:

wspólnicy Enzo

  1. Przeczytać książkę “Rework” (Jason Fried, David Heinemeier Hansson) i wprowadzić w życie cenne rady, które się tam znajdują
  2. Dobrać sobie zaufanego wspólnika, z którym będziesz się uzupełniać kompetencjami, temperamentem, typem osobowości itp. Takiego, który zniesie Twoje ułomności, będzie jednocześnie Cię wspierał w rozwoju i jak zajdzie taka potrzeba nakieruje Cię na właściwe tory ;)

 A potem już tylko coco jumbo i do przodu!

P.S. Wszystkich, którzy chcą poznać historię Enzo zapraszam do lektury wpisu sprzed dwóch lat.

 

Comments 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *