Obrazek dekoracyjny

Automatyzacja w E-mail marketingu – 4 rzeczy, których nie musisz robić ręcznie

automatyzacja E-mail marketingu
Chcesz zarabiać więcej i skuteczniej? Zapisz się na nasz praktyczny newsletter, w którym pokazujemy sprawdzone strategie dla przedsiębiorców i autorów.
Zapisuję się

Marketing automation – co to w ogóle jest?

Mówiąc krótko – ułatwieniem pracy, zwłaszcza kiedy masz mnóstwo innych rzeczy na liście zadań, które nie mogą czekać. A dokładniej to wszystkie procesy, które dzieją się bez Twojej ingerencji. Wystarczy, że raz poświęcisz czas na ustawienie wszystkiego, a później określone działania będą działy się same, „z automatu”.

Jeśli teraz pomyślał*ś, że to żadne ułatwienie, skoro i tak trzeba coś najpierw przygotować, to jeszcze się wstrzymaj z negatywną oceną – zaraz Ci udowodnimy, że marketing automation zdejmuje z Twoich barków bardzo dużo.

Marketing automation: punkt widzenia klienta vs. twórcy/przedsiębiorcy

Klient POV

Zapisał*ś się chociaż raz do newslettera? Jeśli tak, to wiesz, że zaraz po podaniu swojego adresu e-mail otrzymuje się kilka wiadomości.

Pierwszą z nich jest prośba o potwierdzenie adresu. Drugą – podziękowanie za subskrypcję. Ta może nie być stricte wiadomością, a stroną internetową, na którą przekierowuje link potwierdzający zapis z pierwszego maila. I w końcu trzecia – powitalna. Czy może być też czwarta? Może, na przykład najnowsza (ostatnio wysłana) część newslettera.

Celem każdej z nich jest zaopiekowanie się odbiorcą. To jak odpowiedź na przywitanie – mówisz „dzień dobry” i słyszysz to samo w odpowiedzi. Jeśli ktoś Cię zignoruje, to robi się niezręcznie, a w przyszłości skinienie głową w kierunku tej osoby nie przyjdzie już tak łatwo. 

Jako klient raczej nigdy nie zastanawiasz się, czy po drugiej stronie siedzi twórca i czeka na nową subskrypcję. Czeka, patrzy w ekran, odświeża. Odświeża jeszcze raz – jest, wpadł nowy mail! Więc siada i pisze wszystkie cztery wiadomości albo kopiuje je z notatnika. 

No cóż, tak to nie wygląda.

Twórca/przedsiębiorca POV

Jeśli miał*byś w ten sposób spędzać swoje dnie, to zbyt wiele byś nie zrobił*. Nie byłoby mowy o prowadzeniu biznesu, o tworzeniu contentu czy wprowadzaniu nowych produktów. Tutaj zawsze wkracza marketing automation.

Ktoś się dopisał do listy newsletterowej? Porzucił koszyk albo sfinalizował zamówienie? Ty jesteś na spotkaniu, a maile same się wysłały. Nic nie musiał*ś robić w czasie rzeczywistym. Poświęcił*ś kilka godzin na stworzenie automatyzacji, a ona działa w tle – kiedy śpisz, korzystasz z życia czy szukasz nowych możliwości rozwoju swojego biznesu.

Marketing automation działa pozytywnie dla dwóch stron

Marketing automation w e-mail marketingu ma dwa oblicza. Dla odbiorcy jest niczym solidna łyżka miodu do herbaty – ma osłodzić, przyciągnąć, zapaść w pamięć. W końcu chodzi o to, żeby wiadomości e-mail miały pozytywny wpływ na wizerunek marki. 

Z kolei dla twórcy czy przedsiębiorcy to jednostka od zadań specjalnych – reaguje za każdym razem, nie popełnia błędów i czuwa cały czas. Nie ma znaczenia, czy to gorący okres bożonarodzeniowy, czy pojedyncza akcja promocyjna. Automatyzacja po prostu nie zawodzi. 

No dobrze, ale jak działa marketing automation?

Na warunkach. Zmiana statusu przesyłki, porzucony koszyk, potwierdzenie subskrypcji – to wszystko są warunki, które określają pozycję odbiorcy. Jest przyczyna, jest skutek. Omówmy to sobie na przykładzie newslettera.

1. Klient zobaczył pop-up na stronie Twojego bloga. Treści podobają mu się na tyle, że decyduję się zapisać do newslettera. Podaje więc swój adres e-mail.

2. Jego adres wpada do Twojej bazy. Automatyzacja rusza: pierwszy wysłany zostaje mail z prośbą o potwierdzenie zapisu do newslettera (pamiętaj: double opt-in to obowiązek, a nie opcja).

3. Klient klika link „potwierdź” i tym samym na stałe wpada do grupy newsletterowej (to jest: do momentu, w którym nie zechce zrezygnować z otrzymywania od Ciebie wiadomości).

4. Kolejny warunek został spełniony, więc kolejna wiadomość ląduje w skrzynce Twojego odbiorcy – podziękowanie za zapis. Jeśli coś obiecał*ś, na przykład darmowego e-booka jako prezent powitalny, to link do pobrania znajdzie się właśnie w tym e-mailu.

5. Mija 30 sekund, może 1 minuta albo 5 czy 10 – to już zależy od Ciebie. Po tym czasie rusza kolejny e-mail – najnowszy numer Twojego newslettera.

Tę drogę, którą przebywa klient (a tak naprawdę jego adres e-mail), ustawiasz sam. Masz kontrolę nad każdym etapem. Całość może skończyć się już w 4 punkcie, a nawet w 3, jeśli – zamiast wysyłki maila z podziękowaniem za zapis – przekierujesz odbiorcę na stronę z odpowiednim komunikatem.

Automatyzacja newslettera w MailerLite

Jeśli dopiero zaczynasz i szukasz narzędzia, które pomoże Ci zadbać o newsletter, to zajrzyj do naszego artykułu o systemach do e-mail marketingu. Tam zrobiliśmy dokładną analizę i stworzyliśmy swój ranking. Dla nas numerem jeden jest MailerLite, więc to właśnie na nim pokażemy Ci przykładową automatyzację. 

Grafika 1

Na zdjęciach możesz zobaczyć drogę odbiorcy od momentu zapisu do newslettera aż do otrzymania najnowszego numeru. Jak to działa? Wystarczy, że klikniesz symbol „+”, żeby dodać konkretny element do swojej automatyzacji. Z panelu z prawej zobaczysz szczegóły, na przykład temat e-maila czy adres, z jakiego ma zostać wysłana wiadomość oraz opcję dodania parametrów do śledzenia. Coś zepsujesz? Bez obaw. Usuniesz błąd jednym kliknięciem. A jeśli zmieniasz coś już w stworzonej ścieżce, to spokojnie, bo MailerLite nie pozwoli Ci jej edytować bez wcześniejszego wyłączenia automatyzacji.

Jeśli jednak czytasz uważnie, to zauważysz, że brakuje tutaj samego pop-upu i potwierdzenia. Te elementy znajdziesz w sekcji „formularze” w panelu menu. Tam znajdziesz kartę „double opt-in”, a w niej – miejsce na edycję wiadomości (spójrz na grafiki poniżej). Nie pokażą się one w automatyzacjac – są one częścią większego elementu, np. pop-upu albo wbudowanego na stronie formularza. 

Wiemy, że pierwszy raz z tworzeniem automatyzacji może być wymagający. Dlatego polecamy zajrzeć do zasobów MailerLite (lub innego narzędzia, z którego korzystasz, bo większość oferuje dostęp do bazy wiedzy). Tam znajdziesz zarówno instrukcje pisane, jak i tutoriale wideo. Poprowadzą Cię one krok po kroku.

Co jeszcze możesz zautomatyzować w e-mail marketingu?

Przypomnienia o porzuconych koszach

Nowe buty, namiot, sprzęt do zabrania na najbliższy wypad w góry, meble do ogrodu. Klient oglądał, może coś dodał do ulubionych i zrobił screena albo wrzucił produkt do koszyka, żeby nie zapomnieć. W każdym razie – do zakupu jeszcze nie doszło. I już mógłby zająć się czymś zupełnie innym, ale nagle dostaje powiadomienie o nowej wiadomości. Patrzy, a tam „halo, to ja, Twój koszyk, nie zapomniał*ś czegoś?”. Być może na samym dole błyszczy kod rabatowy, który zachęca do dokończenia transakcji. Czy przekona? To zależy, ale przypominajka poszła, a ten kod rabatowy klient będzie mieć gdzieś z tyłu głowy. I nawet jeśli nie skorzysta, to raczej dobrze będzie kojarzyć Twoją markę.

Kampanie po zakupie

Kupił – z kodem rabatowym po porzuceniu koszyka lub nie. I od razu dostaje automatyczną wiadomość, na przykład z podziękowaniem za zakupy, informacją o statusie przesyłki lub rekomendacjami nowych produktów. W ten sposób utrzymujesz zaangażowanie. Pokazujesz też, że informacje wychodzą od marki na bieżąco.

Wiadomości urodzinowe

Kto by nie chciał dostać takiej wiadomości (zwłaszcza z jakimś kodem w prezencie). Ta prosta akcja dba o odbiorców w wyjątkowy sposób. To spersonalizowany (pozornie, ale jednak) komunikat, który pozwala im się poczuć wyjątkowo. Ktoś pamiętał, napisał. To jak krówka dorzucona do paczki – słodycz w czystej postaci. 

Segmentacja i personalizacja

Czyli automatyczna segregacja. Każdy klient jest inny. Możesz spersonalizować komunikaty, które wychodzą od Twojej marki w taki sposób, żeby był on dostosowany do oczekiwań konkretnych person. Możesz też wykorzystać tę segmentację do przeanalizowania całej grupy odbiorców. Jakie są ich zachowania na stronie? Kto zapisał się na kurs A, a kto na B? Kto kliknął link, a kto nie? To wszystko bardzo ważne dane, które możesz wykorzystać później do tworzenia lepszych treści w newsletterach.

Co zyskujesz, wprowadzając automatyzacje do E-mail marketingu?

1. Zwiększenie zaangażowania

Jedna z najbardziej wartościowych zalet wprowadzenia automatyzacji w e-mail marketingu. Spersonalizowane i punktualne wiadomości do odbiorców znacznie zwiększają zaangażowanie społeczności. Fizycznie nie jesteś w stanie sam wysłać tylu maili, ale Twoje narzędzie – już tak. Na stworzenie jednej ścieżki poświęcisz kilka godzin, a zyski będziesz czerpać przez o wiele dłuższy okres.

2. Poprawa efektywności

Automatyzacja pozwala na lepsze wykorzystanie czasu i zasobów. Ty możesz pracować nad harmonogramem publikacji w następnym miesiącu czy rozmawiać z potencjalnym inwestorem, gdy nowi odbiorcy wpadają do bazy i otrzymują dobrze przemyślane komunikaty. Dbasz o swoich klientów z wyprzedzeniem, jednocześnie poprawiając swoje własne wyniki na innych polach.

4. Budowanie relacji

Regularność, konsekwencja, dotrzymywanie słowa i zwracanie uwagi na detale – to się ceni. Automatyzacja w e-mail marketingu to coś więcej niż zaplanowane wcześniej wiadomości. To przede wszystkim utrzymanie kontaktu z klientami i budowanie silniejszych relacji. Odbiorca, który czuje się zaopiekowany, będzie wracał. A przecież o to w tym wszystkim chodzi, prawda? 🙂