Otwierasz maila, a tam… Twoje imię? Czytasz dalej – same bezpośrednie zwroty. I od razu przyjemniej się czyta, czujesz się wyjątkowo i nie masz ochoty wrzucać otrzymanej wiadomości do spamu.
Ile zmienia jedno proste „cześć” na początku maila? Ile od niego zależy? I przede wszystkim – czy może realnie przełożyć się zbudowanie lojalnej relacji z klientami?
Komunikacja bez dystansu
Wyobraź sobie, że idziesz ulicą. Zza rogu wychodzą dwie osoby: Twój wychowawca z liceum i dobry kolega z pracy. Jak witasz się z pierwszym z nich? „Dzień dobry” i szybkie skinienie głowy. A z drugim? Pewnie jakieś krótkie „Cześć, hej”, a do tego odwrotny gest – uniesienie głowy do góry.
Jak myślisz, które z powyższych zachowań mogłoby sprawdzić się w e-mail marketingu?
Dam Ci chwilę.
Uwaga: obie, ale ta druga przydaje się znacznie częściej.
Dlaczego obie? Bo każda z nich będzie pasować do innej grupy odbiorców. Jeśli prowadzisz firmę w poważnej branży, na przykład prawniczej czy medycznej, to zachowanie tego lekkiego dystansu w komunikacji z odbiorcami będzie wręcz wskazane. Dystans zazwyczaj kojarzy nam się z profesjonalizmem – w końcu nie wejdziesz do adwokata czy lekarza, rzucając soczyste „siema”. Klienta też tak nie przywitasz, jeśli widzicie się pierwszy raz.
Jednak ten dystans ma też drugą stronę – może blokować. Kiedy tak się może stać? Chociażby wtedy, gdy Twój biznes opiera się na emocjach. Wyobrażasz sobie, że kupujesz kiszonki w sklepie internetowym, który reklamuje się babcinymi recepturami, zapisujesz się do newslettera, a tam widzisz „Dzień dobry Państwu”? Wyglądałoby to co najmniej komicznie, a mimo wszystko – nie każda uwaga to dobra uwaga.
Komunikacja bez dystansu, czyli nasz tytułowy, bezpośredni zwrot do odbiorcy newslettera, to prawdziwa sztuka. Musisz wiedzieć, jak adresować swoich klientów, żeby zachęcić ich do czytania dalej i do aktywnego reagowania na elementy maila. Ba, każda wiadomość to swojego rodzaju walka. O co? O to, żeby Twój odbiorca nagle nie wybrał najgorszego scenariusza, czyli nie kliknął „Unsubscribe”.
Magia pierwszego słowa – jak przywitanie buduje relację?
Dostał*ś chociaż raz wiadomość (mailową, SMS-ową czy jakąkolwiek inną) od obcej osoby, w której nie znalazło się żadne przywitanie? Jeśli tak, to pewnie wiesz, jakie to potrafi być irytujące.
Napisanie czy powiedzenie „cześć” lub „dzień dobry” nie zajmuje wiele czasu. To prosta forma grzeczności, która działa trochę jak marchewka. Dbając o język i formę przekazu, okazując szacunek drugiej osobie w tak banalny sposób, otwieramy sobie kilka drzwi. To jak zrobienie dobrego pierwszego wrażenia na rozmowie o pracę. Zależy Ci – pokaż to. Najpiękniejsze słowa w CV nie zapewnią Ci posady. Musisz je jakoś obronić. Tak samo działa przywitanie – możesz przekazywać wartościowe informacje, ale bez odpowiedniego zwrotu do odbiorcy, zwyczajnie zgubisz klienta.
Oczywiście nie działa to zero-jedynkowo. Są osoby, które nawet nie zwrócą uwagi na początek maila, przescrollują dalej i przeczytają wszystko wybiórczo. Jednak są też tacy, którzy szukają w newsletterach czegoś więcej – i to właśnie o takich odbiorców musisz zadbać.
Skoro jedno słowo może dać Ci tak dużo, a użycie go zajmuje tak mało czasu, to po co je omijać? 🙂
Bezpośredni zwrot w newsletterze – most między marką a człowiekiem
Słoń i mysz. Czy słoń zwraca uwagę na mysz przy jego stopie?
Powinien, a nawet mógłby wziąć je na ramiona 🙂 Każda marka, nawet ta wielka, globalna, nie istniałaby bez swoich odbiorców. Klienci mogą odczuwać dystans między sobą a firmą – to normalne, w końcu ich role są różne. Dlatego tak ważny jest styl komunikacji marki. Jej zadaniem jest zbudowanie relacji z odbiorcami – wzbudzenie zaufania, ale też udowodnienie i utrzymanie go, a to już nie jest takie proste.
Bezpośredni zwrot w newsletterze to stabilny most między tymi dwoma światami. To zaproszenie do kontaktu, do napisania wiadomości, do zakupu, do skorzystania z oferty. To uczłowieczenie marki. Zdjęcie maski w postaci logo, które stoi jak mur między firmą a klientem.
Co takie wyciągniecie dłoni oznacza w praktyce? Większą konwersję, lojalność i aktywność klientów, a także dobrą reputację marki.
Bezpośredni zwrot w newsletterze to jak kontakt wzrokowy podczas rozmowy
Nie bez powodu w niemalże każdym artykule, opisie kategorii czy jakiejkolwiek innej treści w Internecie znajdziesz CTA (call to action, wezwanie do działania).
Kup teraz!
Klikaj i działaj!
Skontaktuj się z nami!
Wypełnij formularz, a my oddzwonimy do Ciebie w ciągu 15 sekund!
Zapisz się i rozwijaj swój talent każdego dnia!
Takie komunikaty to nic innego jak psychologiczny element gry, jaką jest marketing. Takie bezpośrednie zwroty wpływają na reakcję odbiorców. Gdybyśmy porównali dwa newslettery – jeden z CTA i drugi bez – to wynik byłby prawie jak nokaut. Treści opatrzone bezpośrednimi zwrotami zawsze przyczyniają się do większej konwersji. Ale jest tu jeden warunek – musisz wprowadzać je z głową. Jeśli w każdym bloku umieścisz przyciski i wezwania do zakupu, to możesz zwyczajnie zirytować lub znudzić swojego odbiorcę. Działa to dokładnie tak samo jak jedzenie tego samego obiadu kilka dni pod rząd – przychodzi moment, w którym nie możesz już na to danie patrzeć.
Jednak gdy świadomie użyjesz CTA, newsletter zaczniesz od przywitania, a całą wiadomość utrzymasz w stylu dopasowanym do Twojej marki i potrzeb odbiorców – wygraną masz w kieszeni.
Ton, język, emocje – czyli jak pisać, by nie przegiąć
Jak nie przesadzić z „koleżeńskością” w komunikacji newsletterowej? Być może zabrzmi to jak banał, ale musisz trzymać się jednej zasady – szacunek to podstawa. Traktuj swoich odbiorców tak, jak sam chcesz być traktowan*. Nie przekraczaj granic na siłę i nie łam niepotrzebnie konwenansów. Nie znaczy to, że masz zawsze grać bezpiecznie – kreatywność to w końcu umiejętność wychodzenia poza formę i schemat. Jednak przed wysłaniem każdej wiadomości musisz zadać sobie pytanie: „Jak to wpłynie na wizerunek mojej marki?”. Komunikaty, czy to newslettery, czy odpowiedzi na komentarze pod postami, czy artykuły na blogu muszą mieć jakiś cel: sprzedażowy, informacyjny czy po prostu pielęgnujący relację z odbiorcami. Tak samo jest z bezpośrednimi zwrotami. Muszą być dopasowane do tematu, charakteru marki i oczekiwań klientów.
Jeśli jeszcze nie wiesz, jaki ton i język powinny być kojarzone z Twoją firmą, zrób krok w tył. Określ swoje priorytety. Przemyśl, czy Twoja branża wymaga emocjonalnych przekazów, czy wręcz przeciwnie – raczej chłodnych i opartych na danych liczbowych. Zastanów się też, czy jak brzmi obietnica Twojego biznesu: co oferuje, jaki problem rozwiązuje, co go wyróżnia? To wszystko cenne wskazówki, które pomogą Ci w pisaniu newslettera, artykułów, postów i innych treści.
Jest jednak mały haczyk. Nie myśl za długo 🙂 Metoda prób i błędów jest wręcz nieuniknionym krokiem w rozwoju marki. Nie da się wszystkie przewidzieć i przeanalizować każdego scenariusza. Kiedy poznasz odpowiedzi na pytania powyżej, to wysyłaj swój pierwszy newsletter i się nie zastanawiaj! Statystyki powiedzą Ci prawdę, a na niej będziesz pracować dalej. Co poprawić, co zostawić, co dodać – tylko wysłana wiadomość pomoże Ci znaleźć rozwiązanie.
Personalizacja newslettera a bezpośredni zwrot
Personalizacja to nie magiczna sztuczka, a świadome projektowanie doświadczenia odbiorcy. Gdy robisz to dobrze – newsletter przestaje być masową wysyłką, a staje się zaproszeniem do dialogu. Przemyślana kampania mailingowa potrafi przykuć uwagę, zwiększyć konwersję i budować lojalność wobec marki. Bezpośrednie zwroty w newsletterze to Twój as w rękawie, którego możesz użyć na kilka sposobów.
Tagi dynamiczne – bezpośredni zwrot w newsletterze od kuchni
W narzędziach do e-mail marketingu (takich jak MailerLite) możesz używać tzw. tagów dynamicznych, czyli kodów, które wstawiają dane personalne odbiorcy w odpowiednich miejscach wiadomości. Najczęściej używa się imienia, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do newslettera wrzucić także ostatnio kupiony produkt. Oczywiście te dane musisz skądś wziąć – nie da się ich magicznie wygenerować. Potrzebujesz do tego np. pop-upu z odpowiednim polem czy założenia konta w Twoim sklepie internetowym.
Segmentacja – sztuka dzielenia, by skuteczniej łączyć
Tagi to jedno, ale segmentacja listy mailingowej to prawdziwa potęga personalizacji. Polega ona na podziale odbiorców na grupy według określonych kryteriów, np.:
- demograficznych (wiek, płeć, miejsce zamieszkania),
- behawioralnych (np. otwarcie poprzednich wiadomości, kliknięcia linki),
- zakupowych (ostatni zakup, wartość koszyka, preferencje produktowe).
Dzięki takim informacjom możesz wysyłać różne wersje newslettera dopasowane do konkretnych potrzeb i zainteresowań. To świetnie narzędzie, bo zamiast jednej uniwersalnej wiadomości, która „ma trafić do wszystkich”, możesz wysłać tę, która jest w stanie zwiększyć konwersję na podstawie określonych danych, a nie jedynie na „tak mi się wydaje”.
Testy A/B – sposób na sprawdzenie, który komunikat działa lepiej
Kiedy jeszcze nie jesteś pewien, jaki bezpośredni zwrot do odbiorcy w newsletterze sprawdzi się w przypadku Twojej marki najlepiej, możesz śmiało postawić na testy A/B. Dzięki nim będziesz wiedzieć, co zostało lepiej odebrane. A to znaczy, że kolejne newslettery stworzysz bardziej świadomie. Co za tym idzie? Większa konwersja, planowanie działań opartych na zachowaniach odbiorców oraz budowanie wizerunku marki, która słucha swoich klientów.
Warto powiedzieć „cześć”?
Jeden prosty zwrot, a tyle możliwości. „Cześć” w newsletterze to nie tylko uprzejmość – to komunikacyjny haczyk, emocjonalna kotwica i subtelny znak, że po drugiej stronie jest ktoś, kto naprawdę chce rozmawiać. Bezpośrednie przywitanie działa jak drzwi uchylone z uśmiechem – zapraszające, zachęcające, naturalne.
Jednak bezpośredni zwrot do odbiorcy w newsletterze ≠ tylko imię. Ono ma ogromne znaczenie, to prawda, w końcu to pierwszy krok do personalizacji przekazu informacji. Tak zaczyna się budowanie zaufania i kreowanie wizerunku marki, która faktycznie słucha, a nie tylko mówi. To też początek do spersonalizowanych komunikatów, które wynikają z czegoś więcej niż wróżenia z kryształowej kuli.
Teraz już mówimy Ci „cześć” – tym razem na pożegnanie, ale mamy nadzieję, że Ty niedługo przywitasz się ze swoimi odbiorcami w kolejnym newsletterze.