Duda wjechał na Aleje Jerozolimskie ze Snoop Dogiem za kierownicą Forda Mustanga w wersji cabrio z lat 60’. Obok dumnie kroczył Al Pacino z tacą lukrowanych pączków ze skórką z pomarańczy. I tak, niczym nielegalny towar, przekazywany od ręki do ręki z karabinem, nasze polskie, tłuste słodkości trafiły do wanny w Białym Domu… żeby Trump mógł się w tym wszechogarniającym cukrze zdrzemnąć. Tak, treści AI weszły na nowy poziom i za każdym razem, kiedy wydaje się, że już lepiej być nie może – cóż, może, bo od Tłustego Rapu minęło już 7 miesięcy, a sztuczne kreacje zamiast zwalniać, idą dalej. Dla niektórych być może nawet za daleko. Więc dzisiaj bierzemy na tapet treści AI – nowe możliwości, czy jednak zagrożenie?
Grafiki AI – treści, którym przeciwstawiają się artyści i nie tylko
Dobry obraz, który przedstawia nie tylko bohatera, ale również jego środowisko, nakreśla kontekst, ukazuje unikalne cechy postaci i tak dalej, kiedyś wymagał wielu godzin pracy. W końcu żaden projekt nie powstaje szybko, jak pstryknięcie włącznikiem światła – pyk i zapalone. Początek to zazwyczaj rozmowy z klientem, spisanie najważniejszych założeń, praca, błędy, praca, poprawki i dopiero akceptacja. A ze sztuczną inteligencją? Szybkie wymyślenie promptu, Enter, 5 minut czekania i gotowe.
Trudno się więc dziwić wszystkim artystom, którzy przeszli kilkanaście lat nauki rysunku w różnych stylach (również tych, których szczerze nie znosili), zmagali się ze znalezieniem dobrej posady, tworzyli różne prace dla wielu branż, żeby na końcu stanąć na ringu z przeciwnikiem niemożliwym do pokonania. Bo jak znokautować kogoś, kto robi to, co Ty, tylko szybciej, taniej i – co najgorsze – bazując na tym, czego nauczył się m.in. na Twoich kreacjach?
Spójrzmy na tę sytuację oczami przedsiębiorcy, zapominając na chwilę o etycznej debacie. Jeśli potrzebuje grafiki na CITO i nie zależy mu na powtarzalności czy idealnym efekcie, to AI zdecydowanie będzie najkorzystniejszą opcją. Jeśli jednak zależy mu na stworzeniu jednolitej komunikacji na takim samym poziomie estetycznym, z powtarzającym się stylem, sztuczna inteligencja zdecydowanie nie będzie najlepszym wyborem.
Mocna strona AI w tym przypadku to szybkość i prostota. Sztuczna inteligencja nie ma kolejek, nie ma deadline’ów i – zazwyczaj, przy dobrym prompcie – robi dokładnie to, o co poprosimy. Może więc świetnie sprawdzić się jako narzędzie do stworzenia mapy myśli, zwizualizowania koncepcji czy stworzenia pojedynczych grafik, na przykład do prezentacji czy wstępnej rozmowy z profesjonalnym grafikiem.
Minus? Jeśli chcesz użyć wygenerowanego obrazu, dokładnie policz palce ludzi, bo może się okazać, że zamiast 5 palców, jest… 3 albo 7.
Czy to odpowiednie? Moralne rozstrzygnięcie tego dylematu pozostawiamy Wam.
Treści AI – idealnie ukrojone ciasta
Taki ładny kawałek tortu Czarny Las. 7, 8, 9… 10 warstw ma! Do tego tak stabilne kremy, śnieżnobiałe, z dużą ilością wiśniowej frużeliny, że nawet kropla nie spadła! Idealny kawałek, równy, bez smug, okruchów ani niczego, co mogłoby zaburzyć estetyczny kadr. Pewnie myślisz: „Co to za ciasto? Muszę poznać ten przepis”. Scrollujesz w dół, a tam lista składników, z których może coś wyjdzie, ale na pewno nie to, co jest na zdjęciu. Jakimś trafem okazuje się też, że autor posta, zwykle na Facebooku, ma równie idealne rysy twarzy, co wypieki świecące na jego feedzie.
Obecnie social media pękają w szwach od contentu wszelkiego rodzaju. Takich przykładów jak ten akapit wyżej jest naprawdę sporo. Patrząc po komentarzach, wiele osób się na nie nabiera. Tego typu kłamstwa mają jednak bardzo krótkie nogi. Szczęście będą mieli tylko Ci, którzy sami napisali przepis. Gorzej będzie z tymi, którzy i to zadanie powierzyli sztucznej inteligencji, bo ich wiarygodność i autentyczność zweryfikują się w kilka godzin.
Skłamalibyśmy, gdybyśmy powiedzieli, że sami nie korzystamy ze sztucznej inteligencji. Traktujemy je jednak jak narzędzie, a nie nieomylne źródło. Pełne oddanie i wiara w AI musi zakończyć się niepowiedzeniem, bo nawet jeśli za pierwszym razem stworzy coś dobrego, to nie ma żadnej gwarancji, że w kolejnych treściach nie będzie halucynacji.
Tralalelo Tralala na prezydenta – treści AI na ulicy
Widział*ś wywiad uliczny ze starszą Panią, która po ogłoszeniu wyników wyboru mówiła o trzynożnym rekinie w butach Nike? Tralalelo Tralala na prezydenta to kolejny przykład AI, w który – niestety – coraz więcej osób wierzy. Dlaczego? Bo ta technologia to już nie tylko idealnie gładkie kadry. To także ujęcia pełne szumu RGB, filmy jak kamery zamontowanej przy drzwiach wejściowych czy rolki zrobione z rzekomych live’ów piosenkarzy.
Ci z Was, którzy są „chronically online”, na pewno kojarzą babcię karmiącą niedźwiedzia na werandzie albo oposa kradnącego cukierki ze stolika przy interaktywnej, halloweenowej ozdobie, która po chwili wydaje z siebie okropny wrzask. Tak teraz wyglądają treści AI – do złudzenia przypominają rzeczywistość. A ponieważ jest ich bardzo dużo i jesteśmy nimi zalewani z każdej możliwej strony, granica między prawdą a fałszem jest wyjątkowo cienka. Dlatego nie wszyscy są w stanie zobaczyć, która rolka to prawdziwe zdarzenie, a która to jedynie fejk.
Nigdy nie widział*ś swojego idola na żywo? To nic, teraz możesz go nawet pocałować!
Być może kojarzysz aplikację, która pozwala stworzyć iście filmową scenę – z Tobą i z postacią przez Ciebie wybraną. Wystarczy wgrać dwa zdjęcia, i poczekać na gotowy produkt. I po chwili Twoim oczom ukaże się „romantyczna” scena, w której Ty i Twój wybranek/ka staje w swoich objęciach.
Brzmi źle? Jest gorzej, bo nikt nie powiedział, że musisz wgrać swoje zdjęcie. Możesz wygenerować dowolny film. Justin Bieber i Selena Gomez dla zaspokojenia fantazji obsesyjnych fanów pary? Czemu nie. Satoru Gojo i wierna fanka serii anime? Raz, dwa i gotowe. A może Deadpool i Wolverine? Kto Ci zabroni?
Teddy Swims i Adele w jednym utworze – treści AI spełniają marzenia
Kto słyszał te dwa głosy, ten wie, że taka współpraca byłaby ogromnym wydarzeniem w całym świecie muzycznym. Utwór pewnie nie schodziłby z pierwszych miejsc w rankingach stacji radiowych. Jest tylko jedno „ale” – on nie istnieje, a wykręcił na YouTubie niemalże 230 tysięcy wyświetleń. Sprawne ucho szybko wyłapie, że ten Swims nie brzmi wcale jak Teddy Swims, a Adele z nagrania bliżej do Ariany Grande niż do brytyjskiej piosenkarki. Tylko ile osób będzie w stanie to zweryfikować? Ile z podejrzliwych sprawdzi, czy ma rację? A ile ślepo uwierzy w nagłówek wideo i wklejony, trochę niewyraźny napis „VEVO” na filmie?
Jeśli jeszcze tego nie widzieliście, to wpiszcie swojego ulubionego artystę w wyszukiwarkę YouTube i dopiszcie „AI cover”. Zdziwicie się, ile takich treści AI powstało.
Treści AI w marketingu – usuwanie elementów, głosy i inne
Jeśli jesteś contentowcem, to na pewno zdarzyło Ci się walczyć z niechcianym elementem – na zdjęciu, na filmie czy w ścieżce dźwiękowej. Być może nawet usuwał*ś go ręcznie, na przykład nakładaniem masek czy oddzielając wokale od innych dźwięków. Jednak od momentu, w którym AI wkroczyło dumnie na rynek, w oprogramowaniu do montażu pojawiło się mnóstwo opcji.
Pierwsza z nich to głos. W tej chwili bez problemu dodasz lektora do każdego filmu. Ba, nawet dopasujesz jego brzmienie do swojej treści. Znajdziesz tam wzbudzającego emocje starszego pana, surowego nauczyciela czy kilkuletnią dziewczynkę. W kilka minut przekształcisz też swój własny głos w zupełnie nowy – z echem, chrypką czy chochlikowym zaśpiewem.
Jeśli tylko zechcesz, usuniesz niemalże każdy przedmiot ze swojego filmu czy zdjęcia. Wystarczy, że obrysujesz go, a AI zrobi resztę. Możesz dorysować psa albo żaglówkę, które nie będą wyglądać jak wklejone w pierwszej wersji Photoshopa. Albo stworzyć rolkę z dłuższego filmu bez ruszenia palcem, oddając cały proces w ręce sztucznej inteligencji. Tym chwali się m.in. CapCut i najnowsze smartfony Samsunga. Z taką technologią na wyciągnięcie ręki tworzenie treści to bułka z masłem… Gdyby nie fakt, że jakościowy content to nadal wiele godzin pracy – z AI czy nie. Na razie ani ChatGPT, ani Gemini, ani Perplexity, ani Copilot czy jakikolwiek inny model, na którym oparte są programy i urządzenia, nie jest w stanie tego zastąpić. Każdy wiele ułatwia, ale nie zastąpi ludzkiej kreatywności.
Sprzedajesz ubrania? Masz modelkę AI dostępną 24/7
Vinted – królestwo odsprzedaży (i nie tylko, ale oficjalnie aplikacja miała służyć wyłącznie do tego celu). Kiedyś łatwo było odróżnić „prawdziwą vintedziarę” od tych osób, które chciały tylko pozbyć się starych ubrań. Te pierwsze zawsze miały estetyczne kadry w swojej szafie, na przykład swetry układały na kłaczastych dywanach w towarzystwie eleganckiego naszyjnika z pereł czy broszki YSL i wysokich, czarnych szpilek. Te drugie po prostu robiły zdjęcie wybranemu przedmiotowi – na sobie albo na podłodze, bez żadnego stylizowania.
Teraz? Jedno i drugie zginęło gdzieś w tle nowego rodzaju kreacji: treści AI. W tej chwili wiele osób sprzedaje razem ze swoimi modelkami AI. W końcu wystarczy wrzucić zdjęcie produktu i poprosić w prompcie o wykreowanie postaci na estetycznym tle, ubraną właśnie w to konkretne ubranie. I nagle stary ciuch zyskał nowe życie – teraz śmiga po plaży w Miami albo na pinterestowej tablicy pod tytułem „NYC fashion”. Na szczęście większość wydaje się znać regulamin Vinted, w którym jasno napisane jest, że wszystkie możliwe wady muszą zostać opisane – na przykład poprzez określenie stanu, dokładnie sfotografowanie mankamentów czy dodanie uwag. Jeśli ktoś tego nie zrobi, a ubranie zostanie kupione i nabywca wyrazi chęć dokonania zwrotu – sprzedawca musi go przyjąć. Dlatego treści AI, choć są ustawiane jako główne zdjęcie, nie są jedyne na tej platformie.
Treści AI – skarb dla przedsiębiorców czy nóż na gardle dla grafików, copywriterów i innych?
Nie jesteśmy hejterami AI. I jedno, i drugie jest prawdziwe. Rozumiemy przedsiębiorców, którzy chcą przyspieszyć swoją pracę i szukają tańszych rozwiązań. Rozumiemy też te osoby, które pracują w grafice, copywritingu czy innym kreatywnym zawodzie i czują się zagrożone tą postępującą technologią. Nie chcemy oceniać żadnej z tych postaw. Chcielibyśmy jednak zostawić Cię na koniec z kilkoma pytaniami.
1. Czy zawsze jesteś w stanie odróżnić treści AI od tych realnych?
2. Czy Twoi bliscy, szczególnie ze starszych pokoleń, potrafią to zrobić?
3. Jak dużo treści AI widzisz na co dzień w Internecie? Czy są one dla Ciebie dobre, neutralne czy nieakceptowalne?
4. Czy ma dla Ciebie znaczenie, czy to, co właśnie obejrzał*ś, przeczytał*ś lub wysłuchał*ś, jest stworzone przez sztuczną inteligencję albo człowieka?
5. Jeśli zorientujesz się, że dana treść została wygenerowana, to jakie emocje to w Tobie budzi?
6. Czy uważasz, że powinna istnieć wyraźna granica między treściami tworzonymi przez AI, a tymi wykreowanymi przez ludzkie ręce?
7. I ostatnie, najważniejsze: czy tak duża obecność treści AI w Twojej codzienności jest dla Ciebie akceptowalna?
Jeśli chcesz, podziel się z nami swoimi przemyśleniami.
Nie musisz odpowiadać na wszystkie 😉